VOGUE POLSKA - moja recenzja

Długo zastanawiałam się, czy podjąć się wyzwania zrecenzjonowania pierwszego polskiego Vogue, ze względu na to, że nie jestem wykształcona w kierunku dziennikarstwa, ale im więcej pojawia się Waszych pozytywnych opinii na ten tematy, tym bardziej ja jestem tym zszokowana. 

Historia Vogue jest znana każdemu z nas, a jeżeli nie to jest ogólnodostępna i nie będę się w nią zagłębiać. W tym poście wyrażam swoją subiektywną opinię na temat naszego, pierwszego wydania.




Zacznę od tego, że wielkim osiągnięciem dla Polski jest wydanie tak popularnego pisma i stworzenie własnej wersji tak zwanej "biblii mody". Dostaliśmy ogromną szansę na podniesienie swojej pozycji w świecie mody, ale niestety według mnie jej nie wykorzystaliśmy. 


Swojego pierwszego Vogue dostałam 7 lat temu i było to wydanie Hiszpańskie, myślałam, że moja radość i dumna z jego posiadania nigdy się nie skończy. Następne wydanie było już z roku 2012, tato mojej koleżanki przywiózł nam je z UK. Wtedy oszalałam na punkcie Vogue ostatecznie. Za każdym razem kiedy czytam i przeglądam jakiekolwiek wydanie, które mam, jestem zachwycona tym jak zostało napisane, przygotowane i zdaję sobie sprawę jak wiele pracy trzeba poświęcić, aby stworzyć gazetę, która wprawia nas w zachwyt za każdym razem kiedy trzyma się ją w ręce. Całymi dniami czytałam ich artykuły, tłumaczyłam słowa, których nie znałam i spędzałam czas na podziwianiu zdjęć, ubrań i dodatków jakie pokazuje Vogue.

Kiedy usłyszałam, że ma wyjść w Polsce pierwsze wydanie, bałam się, że polska redakcja nie da rady dorównać jakości, zagranicznych wersji. Najpierw wszędzie pojawiła się okładka... To według mnie był pierwszy znak świadczący o charakterze całego pisma. Faktycznie zdjęcie wykonane przez Juergena Tallera, wzbudza wiele kontrowersji i wyróżnia okładkę spośród pism jakie mamy na polskim rynku, ale według mnie pokazywanie po raz kolejny, szarej, smutnej polski nie nadaje się na pierwsza okładkę Vogue. Nie mogę już patrzeć na pojawiający się ciągle motyw PRL, komuny i szarego życia - wystarczy, że polskie kino jest pełne tej tematyki. Kochani, czy naprawdę uważacie, że nasz kraj powinien być kojarzony z wszechogarniająca nas czernią, ziemniakami, kupą szarej ziemi i trudami życia codziennego? Mamy przecież do zaoferowania o wiele więcej! Kolorowy folklor, architektura romańska, nawet nowoczesne budynki są lepsze niż kolejna prezentacja okresu powojennego.
Okładki zagranicznych wydań są również minimalistyczne, czarno-białe, ale elementy, które się na nie składają są piękne i dzięki temu tworzą efekt "wow". Natomiast nasza wprowadza odbiorce w stan melancholii i przygnębienia. Uważam, że jeżeli chcemy wydawać dalsze numery, redakcja powinna przemyśleć w jakim kierunku chce iść.






Wszyscy wiemy, że w Vogue sporą część zajmują reklamy. Piękne kampanie reklamowe największych domów mody na świecie. Pierwsze strony poświęcone są dla Chanel, Prady, Diora, Dolce & Gabbana, Gucii oraz Louis'a Vuitton. W naszym wydaniu pojawił się na początku jedynie Gucii, Dior i Louis Vuitton - w okrojonej wersji. Późniejszy dobór reklam pozostawia wiele do życzenia... Reserved, Answear, Tk-maxx, Avon, czy to są dla Was marki godne polecenia? Szczycące się dobrą jakością ubrań i innych produktów? Nie mówiąc już o tym, że Tk-maxx nie jest marką tylko pośrednikiem miedzy klientem a domami mody. 
Reklamy i ciężko przygotowane sesje zdjęciowe to główny element przyciągający czytelnika. Zachwycające ubrania, piękne modelki/modele i wysokiej rangi projektanci sprawiają, że przeglądając Vogue na chwile przenosimy się w inny świat.





Sam układ gazety i poszczególne działy jakie się w niej znajdują bardziej przypominają polskie Glamour niż zagranicznego Vogue. Wiec jaki jest sens wydawania 16 złoty na Vogue skoro w Glamour czy InStyle znajdziemy to samo? Na polskim rynku Vogue'a nie wyróżnia nic, prócz większej ilości reklam, które nie spełniają swojej roli. 

W filmach "The september issue" i "Diabeł ubiera się u prady", możemy zobaczyć jak wiele pracy wymaga wydanie wiodącego prym pisma modowego, a w naszym wydaniu są błędy w korekcie! W artykule o tym jak social media wpływają na świat mody, wkradło się zdanie nie pasujące do reszty treści, zaczynające się małą literą. Pojawiają się też literówki i inne błędy tego typu. Redakcja pracowała nad wydaniem pierwszego numeru parę miesięcy, jak mówią włożyli w to wiele pracy, wysiłku i czasu, skąd więc tyle błędów? 

Vogue to pismo modowe, pełne projektantów, ubrań i dodatków. Wyznacza trendy, kształtuje nasz styl i uczy rozumieć język mody. Mam nadzieje, że następne polskie wydanie będzie spektakularne!